Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #ohio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #ohio. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

columbus, stany zjednoczone

Columbus to miasto, w którym nic nie ma. Coś jak moje cudowne Katowice. Ale to tylko pozorny stan rzeczy. To miłe i przyjemne miasto, które, jeśli ma się przewodnika-tubylca to zawsze znajdzie się coś do roboty. Co więcej, tak jak Kato, na każdym kroku widać przebudowę. A to znaczy, że coś się dzieje, ktoś o to dba. Tradycyjnie, spacer zaczęłam od brzegu rzeki, gdzie jednak wszystko było rozkopane, i trochę to wyglądało tak, jakby na siłę próbowali zawrócić rzekę. Co jak na US wcale by mnie nie zaskoczyło. Uwielbiam Stany Zjednoczone, ale niektóre ich rozwiązania uważam za dziwne. 


Nie ma tu starówki. Jest natomiast starsza dzielnica, w której znajdziemy stary browar. Nie wiadomo czy jeszcze się tam coś produkuje. Nawet jeśli nie, to mnóstwo jest w tej dzielnicy barów, które wyglądają na drogie i nowomodne. Nie mój styl. Niedaleko browaru stoi młot. Pomnik młota. Ogromny. Fotogeniczny?



Zaraz koło centrum naukowego, do którego jest nieziemska kolejka, a które może okazać się super zabawą dla najmłodszych, jako, że wszystko jest interaktywne, stoi najdziwniejszy pomnik, jaki kiedykolwiek widziałam. Jest to pomnik... byłego gubernatora Kalifornii, a także najbardziej znanego kulturysty wszech czasów, czyli terminatora, Arnolda Schwarzeneggera. Dlaczego tam? Poszukałam, poczytałam. Otóż tam odbywa się konkurs organizowany przez byłego gubernatora, który z jakiegoś względu uwielbia to miasto. Terminator nie może się mylić. Jedźcie do Columbus w Ohio!


niedziela, 16 sierpnia 2015

cincinnatti, stany zjednoczone

Ohio jest przyjemnym stanem, na każde miasto możemy poświęcić jeden dzień. Najtaniej wyjdzie nas Greyhound, autobusy o wysokim standardzie. Bilety najlepiej kupować online, bo są najtańsze. Cincinnatti jest położone nad rzeką Ohio, która jest również granicą stanu. 


To co przykuło moją uwagę to ogromne, kolorowe murale w całym mieście. Spacer możemy rozpocząć od stadionu miejscowej drużyny i przejść się brzegiem rzeki do Underground Railroad Freedom Center czyli muzeum wolności. Tamtędy przebiegała droga do wolności zbiegłych niewolników. Wstęp do muzeum jest płatny, ale kosztuje grosze i polecam, bo jest bardzo ciekawe. Następnie ja udałam się do centrum, które dużo nie różni się od innych młodych, amerykańskich miast. Między ogromnymi wieżowcami można znaleźć architektoniczne perełki albo starsze budownictwo, albo takie, które ma je udawać.




Podczas mojej wycieczki pogoda była upierdliwie gorąca i wilgotna, po czym zebrało się na burzę z piorunami. Zapomniałam kupić wody, i jak na złość nie było żadnego 7/11 czyli najpopularniejszego sklepu w Stanach (i nie tylko), który jest bardzo podobny do naszych marketów Fresh lub Żabka. Można w niej też dostać mój ulubiony napój, czyli Arizona Tea. Czyli coś jak zimna herbata z dużą zawartością wszelakiej chemii i o różnych smakach. U nas też już można ją dostać, ale smaków jest do wyboru ze trzy, a cena przebija nawet kawę w Starbucksie, podczas gdy w stanach za ponad pół litra zapłacimy 1$. Ku mojemu nieszczęściu w Cincinnatti nie zauważyłam też żadnej wodnej fontanny. W USA za wodę nic nie płacimy, wszyscy piją z kranów lub właśnie z takich fontann. Jeśli chcemy w sklepie kupić... no cóż, jest to wydatek większy niż 2 litry coli. Nie wszystko w Stanach jest logiczne. 

niedziela, 9 sierpnia 2015

cleveland, stany zjednoczone

Stan Ohio nie jest może najczęściej odwiedzany przez turystów. Być może dlatego, że nic tam nie ma. Albo dlatego, że Cleveland, które leży w części północnej tego stanu zostało wybrane najbardziej ponurym miastem w Stanach Zjednoczonych. Pogratulować tytułu, który, według mnie, został przyznany niesłusznie i niesprawiedliwie. Cleveland zwiedzałam sama, a mimo to, nie czułam się ani ponuro ani samotnie. Ludzie są przemili i pomocni, nie wszyscy oczywiście, mówię o tych, których ja spotkałam. Na najbardziej ponure miasto wybrałabym tendencyjnie Nowy Jork. Wracając do Cleveland. Znajduje się nad brzegiem jeziora, ale nie znalazłam miejsca, gdzie można byłoby się kąpać. Być może jest, ale o to pytałabym miejscowych, gdyby miała tam spędzić więcej czasu. Nad brzegiem za to stoi jeden z bardzo modernistycznych budynków Cleveland, czyli muzeum rock'n'rolla.  Niektóre wystawy są za darmo, za niektóre trzeba zapłacić. 


W momencie, gdy wychodziłam z muzeum, usłyszałam huk, grzmot, hałas i nie za bardzo wiedziałam co to, ale wrażenie było takie jakby właśnie rozpoczęto bombardowanie. Ale spokojnie, to tylko 10 samolotów F-16 wyfrunęło w przestworza. A ja już chciałam paść płasko na ziemię (jakby to miało pomóc). Po minach przechodniów łatwo było rozpoznać kto jest miejscowy, a kto turystą. Niedaleko muzeum, również przy brzegu, stoi okręt podwodny, który służył w trakcie w drugiej wojnie światowej. Obecnie jest to również muzeum. Wejście na pokład kosztuje 5$, które warto wydać, bo ja się bawiłam świetnie. Można zejść również pod pokład i zobaczyć od środka jak takki okręt jest zbudowany. Można położyć się na marynarskich leżankach, usiąść w stołówce i posłuchać o historii statku. Przy czym jest dość ciemno i cicho, więc wyobraźnia pracuje na zwiększonych obrotach. O mało zawału nie dostałam jak przede mną zeskoczył z leżanki jakiś turysta.


Nie brakuje też polskich akcentów, bo idąc w stronę centrum przejdziemy przez skwer Pułaskiego. W samym centrum nie ma już za bardzo co robić. Ogromny budynek, który okazał się centrum handlowym nie robi wielkiego wrażenia. W środku natomiast na drugim piętrze znajduje się mały sklepik z pamiątkami i historią Cleveland, gdzie obsłuży Was bardzo miły i uśmiechnięty pan (doprawdy nie wiem o co chodzi z tą ponurością w Cleveland) i poopowiada o drużynie baseballowej, której stadion znajduje się niedaleko muzeum rock'n'rolla. Jak na jeden dzień to dla mnie to była super wycieczka.