poniedziałek, 18 lipca 2016

paryż, francja

Każdy ma takie miejsce, którym się rozczarowuje. I podobno Paryż jest jednym z tych miejsc. Większość miejsc znamy już z filmów, pocztówek czy zdjęć w gazetach. Jako, że zwiedzałam to miejsce osiem lat temu, nie bardzo pamiętam co czułam będąc w tym kultowym mieście. Na pewno byłam zachwycona, bo była to jedna z pierwszych wycieczek zagranicznych. Natomiast, i to wiem również na pewno, nie chciałabym tam wracać. Widziałam raz, wystarczy.


Zaskoczyła mnie życzliwość ludzi, brak akceptacji języka angielskiego i uśmiech jako waluta. Okropne jedzenie i język wzbudziły jednak moją nienawiść. Mówią, że język francuski jest językiem miłosny, ale w moich uszach brzmi on jak charkający robol z piłą mechaniczną w ręku. Już tysiąc razy bardziej wolałabym, żeby mówiono mi po niemiecku ich liebe dich niż to okropne francuskie je t'aime. Dobry francuski wynalazek za to, to bagietka i croissant. I to by było na tyle (jasne, wina i sery, ale osiem lat temu byłam niepełnoletnia i bardziej zadowalała mnie bagietka z szynką niż wymyślne żabie udka czy ślimaki). No ale do rzeczy.


W Paryżu spędziłam trzy dni. Jeden to oczywiście spacer po Luwrze - gdzie tłumy zasłoniły maleńką Mona Lisę, więc udałam się na poszukiwania dużo lepszego obrazu, "Śmierć Sardanapala", który do dzisiaj jest moim ulubionym obrazem. Tłumy, tłumy, więc zmyliśmy się szybko. Nie znoszę zwiedzać muzeów, jakkolwiek nie cudowne i bogate by one nie były. Wyjątkiem było Muzeum Perfum Fragonard, gdzie ze zniżką kupiłam cudny perfum, którego zapachu nie zapomnę do dziś.


Następne punkty obowiązkowe to oczywiście wieża Eiffela, na którą wjechałam, ale zeszłam pieszo, żeby podziwiać konstrukcję, wszystkie mosty, Montmartre, zdecydowanie zbyt przereklamowany, bo żadnej bohemy ani sztuki już tam raczej nie widać, katedra Notre Dame, przepiękna i wzniosła czy Moulin Rouge. I na dodatek, wieczorny rejs stateczkiem. A co, raz się żyje. 



Wydaje mi się, że moja obojętność wobec tego pięknego miasta wynika z jego niezrozumienia. Od kultury, języka po ludzi. Ale, jak czytałam ostatnio, jest to jedno z miast, na których ludzie się najczęściej zawodzą. Czyli nie jestem sama. 



Dziękuję za niektóre zdjęcia Mateuszowi.