wtorek, 17 lutego 2015

porto alegre, brazylia

Cóż to było za zdziwienie, gdy od rana siąpił deszcz, a ja powoli szłam w stronę hostelu. A tu hostelu nie ma. Karteczka tylko wisi, że zadzwonić można, ale hostel zamknięty. No to dzwonię. Ah nie, teraz gdzie indziej jest. Przyjechali po mnie, płaszcząc się w przeprosinach. Nie żebym znowu taką wiedźmą była. Coś jednak było nie tak. Hostelu już nie prowadzimy, ale mamy pokoje do wynajęcia, normalnie to na miesiąc, lub dłużej, ale tutaj wyjątek zrobimy. No dobra. Szczęściem, że akurat znajdowało się to w dzielnicy, gdzie film "Homem que copiava" był kręcony, i który obejrzałam tuż przed przyjazdem, więc mogłam podziwiać i rzeźbę barki na budynku i most, z którego główny bohater skakał (parę razy, nie raz). 
Z racji krótkiego pobytu zrobiłam coś czego nigdy przenigdy nie robię - kupiłam bilet na hop on hop off bus, który kosztował 25R$ (ok 32zł) i nie był to nawet najgorszy pomysł. Wskoczyłam przy targu miejskim, gdzie można kupić wszystko i nic (na pewno nie ma pamiątek w europejskim stylu), zaraz obok jest następny targ z jedzeniem, owocami, winami. Strasznie śmierdzi, bo owoce morza też można dostać. Następny przystanek, Gazometr czyli centrum kulturalne. Parę stolików z produktami takimi jak wino i miód. Można wspiąć się na szczyt, ale widok nie powala. Byłam tam w trakcie festiwalu filmowego, i no cóż, mam słabość do filmów, więc obejrzałam trzy. Co więcej, dostałam nawet siatkę produktów promujących festiwal za darmo.


Gazometr
widok z gazometru 

Następnie przejechałam autobusem obok stadionu, budynek fundacji Ibere Camargo, bogatszych dzielnic i w końcu centrum (to trzecie od przystanku, na którym wsiadłam), ale gdzie podziwiać można piękny kościół, starsze i nowe budynki, i wiele wiele sklepów. 


stadion  

budynek fundacji

Porto Alegre nie zachwyciło mnie. Jest bardzo europejskie (dużo niemieckich imigrantów), a przynajmniej stara się być. Ze starań jednak nic nie wynika. Są jednak jakieś pozytywy. Wszędzie można znaleźć graffiti, które tam jest traktowane bardziej jako sztuka. Zewsząd otaczają turystę kolorowe mozaiki, bądź abstrakcje. Co więcej, na każdego mieszkańca przypada więcej niż jedno drzewo i jest na prawdę zielono. A jednak mnie się Porto Alegre (tłum.Wesoły Port) wcale nie wydawało takie wesołe, a wręcz smutne i nieszczęśliwe. I chyba coś w tym jest, bo prawdopodobnie na każdego mieszkańca przypada więcej niż jedna apteka. 

sztuka uliczna 

na każdego mieszkańca przypada więcej niż jedno drzewo