poniedziałek, 16 lutego 2015

rio de janeiro, brazylia

Uwielbiam zwiedzać miasta. Trochę też przyzwyczaiłam się do zwiedzania miast europejskich, gdzie centrum to zazwyczaj stare miasto, rynek, które zewsząd otoczone jest nowoczesnością. W Brazylii wygląda to zupełnie inaczej. Po pierwsze ciężko doszukać się starego miasta (o ile w ogóle istnieje), a centrum właściwie ciężko określić, bo może ich być kilka. Jako Polka władająca portugalskim średnio acz z największą chęcią, zawsze grzecznie musiałam dopytać Brazylijczyków o jakie centrum chodzi im tym razem.

Podczas mojego dość długiego pobytu w Brazylii, w Rio de Janeiro byłam niestety bardzo krótko. A w sumie to i tak tylko dlatego, że uważałam to za oczywisty punkt turystyczny, który, jak się już tam jest, trzeba "zaliczyć". Będąc szczęściarą, zamieszkałam u znajomych. O ja naiwna! Pierwszą noc spędziłam u znajomej, która owszem napomknęła, że mieszka dalej, ale nie uściśliła tego. Otóż, po dwóch godzinach podróży, zorientowałam się, że jestem w Niteroi, mieście, które połączone jest z Rio de Janeiro tym ogromnym mostem, gdzie korki to codzienność. 



 Swój czas w autobusie zapełniłam strzelaniem amatorsko-pseudo-artystycznych fotek... (ah, taka piękna ta łódka, taka samotna na tej rozległej wodzie, taka metafora, a pani akurat musiała się wypiąć. a co tam, Brazylia to tyłki i piłka nożna.)


Nieodłącznym punktem zwiedzania Rio de Janeiro jest dzielnica Lapa, gdzie znajdują się słynne schody. Dla bardziej ambitnych można szukać kafelek ze swoimi państwami, dla mniej... piwa się można napić i poznać wiele ludzi. Podobno parę lat temu można było spotkać pana, który te kafeleczki układał. Niestety, zmarło mu się. Na Lapę najlepiej wybrać się wieczorem. Atmosfera może nie karnawału, ale rozluźniona, wszyscy są uśmiechnięci, głównie dzięki cachacy lejącej się litrami. Koło akweduktu, na szczycie którego dawno temu jechał tramwaj, można zakupić kubeczki z najsłynniejszym drinkiem z cachacy, caipirinhą. Koszt to około 7R$, czyli 9zł za dość duży kubeł.



Po długiej naradzie, na którą plażę się wybrać wybrałam chyba najsłynniejszą Copacabanę. Pech chciał, że akurat przed burzą.


No i oczywiście podróż na Chrystusa. Z powodu krótkiego czasu mojego pobytu byłam zmuszona wybrać czy wjechać na Jezusa, czy na Pao de Acucar, który leży po przeciwnej stronie. 

Pao de Acucar całkowicie z lewej.

 Wybrałam Jezusa. Na moją opinię wpłynęły te wszystkie filmy, gdzie Chrystus jak wieża Eiffla w Paryżu widziany jest z każdego okna. No więc nie jest. Jest tak maleńki, że w ogóle go nie widać. Na wzgórze można dostać się na trzy sposoby. Busikiem, kolejką, bądź pieszo. Pieszo trwa, ale jest za darmo. Za busik i kolejkę trzeba zapłacić, i to ciut więcej niż Brazylijczycy. Sama podróż jest dość przyjemna. A potem to już ciut gorzej. Odwiedziłam Rio de Janeiro pod koniec listopada 2014, kiedy pogoda jest ładna. Jest słonecznie, i cholernie gorąco. I bardzo odczuwalne na szczycie. Liczba osób wchodzących na szczyt nie jest w żaden sposób kontrolowana i na samym szczycie jest tłum. Ciężko było zrobić zdjęcie, bądź przepchnąć się, w którąkolwiek stronę. No i Chrystus jest odrobinę większy. 



Widok za to jest nieziemski. Na samym szczycie znajduje się również restauracja oraz sklepiki z pamiątkami. Warto nadmienić, że pamiątki ciężko znaleźć gdziekolwiek indziej (ja kolekcjonuję pocztówki, więc problemu nie ma żeby znaleźć, ale żeby kupić dzwonek dla mojej mamy to było zadanie niemożliwe do wykonania). 
W Rio de Janeiro polecam również odwiedzić Central do Brasil, miejsce, gdzie częściowo dzieje się akcja filmu "Dworzec Nadziei". Warto przyjrzeć się również chodnikowi, który jest ułożony na kształt stanu.

Co do mojej przygody, następnego dnia zamieszkałam u znajomego, który mieszkał tak daleko, że podróż trwała tam dobre trzy godziny. Zdjęć nie mam, bo nie dość, że Brazylijczycy łatwo orientowali się, że jestem gringa, to nie chciałam prowokować i wyciągać aparat. Eh, strzeżonego, pan bóg strzeże. W tydzień po powrocie, okazało się, że dokładnie w tej samej dzielnicy zatrzymano seryjnego mordercę.(dla ciekawskich).
Ahoj przygodo :D!