piątek, 6 marca 2015

ciudad del este, paragwaj

Już myślałam, że skończyłam swoją opowieść o Ameryce Południowej, skoro opisałam już wszystkie miejsca, które tam odwiedziłam. A potem przypomniałam sobie coś, co wolałam wyrzucić ze swojej pamięci. Paragwaj!

Zdjęć nie będzie. Żadnego nie udało mi się zrobić. Szczerze, to nawet nie było czego. Wycieczka do Paragwaju, do Ciudad del Este, była przypadkiem. Wszystkie bilety z Buenos Aires do Foz de Iguacu były wykupione, do argentyńskiej części parku Foz bilety były, ale nie na dzień, w którym musieliśmy tam być, a że właśnie Ciudad del Este jest trzecim miastem graniczącym z parkiem, zdecydowaliśmy się na podróż tam. Czekało nas 17 godzin podróży autobusem. Przede mną usiadł młody chłopak, na oko 16 lat, zdecydowanie z Paragwaju. Zaraz po odpaleniu silnika autobusu, odpalił sobie muzyczkę, cumbia! Myśląc jak Europejka, zaraz ktoś mu zwróci uwagę, żeby to wyłączył. Ha! Cały autobus się dołączył. Żeby przybliżyć wam co to jest cumbia, to coś jakby latino house zmieszany z reggaetonem i tekstami godnymi disco polo (dla bardzo ciekawskich). I tak do około 1 w nocy, gdy zmęczony młodzieniec w końcu zasnął. Więc i mnie się udało, ale nie na długo, bo o godzinie 6 pobudka, bo przekraczamy granicę. Młodzieniec już się wyspał i od nowa! Ale wtedy moją uwagę przykuło coś innego... 20 osób wpakowało się do autobusu, próbując wcisnąć nam cokolwiek. Chce pani bułkę? Bułka dobra, jak pani nie chce bułki, to ja mam dla pani telefon, nowiuśki, nieużywany, też pani nie chce, dobra, to może apaszkę, w tej by było pani do twarzy. I tak dwadzieścia osób, autobus już ruszył, a oni ciągle sprzedawali. 

Po siedemnastu godzinach jazdy w końcu te katusze dobiegły końca. Wysiadamy, pytamy o drogę, ale odpowiedź dość niejasna, w dodatku nie brzmi jak język jaki znam. Tyle lat nauki hiszpańskiego, a tu nie rozumiem ani w ząb. Okazało się, że to ani nie hiszpański, ani nie portugalski, ale guarani, który również jest językiem urzędowym. No cóż, to idziemy na ślepo.

Idąc już do granicy z Brazylią, chcemy coś zwiedzić, ale nie ma co. Znad bud targowych wystają restauracje, albo chatki mieszkalne. Nawet jeden stadion. I nic więcej. Pustka, a wręcz pustynia. 

Chciałabym wrócić tam, bo nie wierzę, że tak wygląda Paragwaj. Tam musi być coś!