poniedziałek, 6 kwietnia 2015

cadiz, hiszpania

Cadiz, czyli po polsku, Kadyks, jest znowu mieszanką nowoczesności z historią. Ja zwiedziłam tylko stare miasto, i to w dodatku parę lat temu. Najlepszym sposobem, jest po prostu dojechać do Sewilli, a potem autobusem, za dość niską opłatą, do Kadyksu. Tak zrobiłam. Powrót miałam bezpośrednio już do Caceres, gdzie mieszkałam, więc musiałam cały swój dobytek mieć ze sobą i negatywną niespodzianką było to, że zabrakło przechowalni bagażu. Również negatywne było to, że dworzec autobusowy został przeniesiony, o czym nie było ani słowa na oficjalnych stronach ani w przewodnikach, więc straciłam trochę czasu, żeby pochodzić i odkryć, że dworzec autobusowy znajduje się obecnie przy stacji dworcowej, na której wysiadłam. Nie za dobrze się rozpoczęło, ale widoki wynagradzają wszystko.
Podobno najlepiej przyjechać tu w okresie karnawału, ale każdy czas jest dobry. Wokół starego miasta można przejść się spacerkiem wokół murów, które otaczały stary Kadyks. Piękny biały ratusz oraz wieże Tavira, z której można zobaczyć miasto z góry, a która sama w sobie jest ciekawa, dzięki swoim arabskim wykończeniom. Wąskimi uliczkami dojdziemy zawsze  do centrum, które stanowi ogromny kościół z bardzo charakterystyczną żółto-złotą kopułą. Kopuła góruje nad całym miastem i wybija się kolorystycznie na tle białych domków. 


Z racji obciążenia bagażem, poddałam się i poszłam odpocząć na plażę. Choć był to początek listopada, było ciepło, więc rozłożyłam się na piasku podziwiając widoki i zajadając się słodki turronem. Turron jest typowy dla Hiszpanii (i paru innych), coraz częściej pojawia się również na naszym rynku. Składa się głównie z migdałów i orzechów, a także z miodu. Moja ulubiona wersja to obłożony opłatkiem twardy turron, który stanowi nie lada wyzwanie dla zębów. Dla problematycznych zębów polecam wersję miękką, również dobrą, ale odrobinę za słodką.