piątek, 1 maja 2015

montserrat, hiszpania

Montserrat to w wolnym tłumaczeniu góra przerżnięta piłą. A na jej szczycie stoi klasztor. Coś cudownego. Zapewne w przeszłości ciężko było się tam dostać, ale dzięki postępowi, obecnie dostaniemy się tam z Barcelony za 20 - 30 euro, najpierw pociągiem, a potem albo żółtą kolejką albo drugim pociągiem. Obie opcje są jednakowo dobre, więc wybór należy do was. Aby ułatwić wybór na stacji początkowej zawsze stoi jakaś osoba, która z chęcią pomoże i doradzi. Nawet w języku angielskim. Za takie ułatwienia kocham Katalonię. Osobiście wybrałam przejażdżkę żółtą kolejką. 


Po czym o mało nie zwymiotowałam, bo widoki mimo, że są piękne, to zabójcze dla osób z lękiem wysokości. Na samym szczycie spacerkiem można dojść do klasztoru, gdzie modlitwę można przeczytać nawet w języku polskim. 



Na Montserrat wybrałam się dopiero w zeszłym roku, mimo, że do Barcelony jeżdżę już od paru lat. Myślałam, że klasztor to jedyne co jest na szczycie. Owszem, żadnych innych budynków nie ma, ale widoki zapierają dech w piersi (i trochę zawracają w głowie). Jest wiele tras, ścieżki bardzo dobrze zaznaczone (w naszych narodowych barwach) i zabezpieczone. Trasy są łatwe, trochę zadyszki można dostać, ale spokojnie nawet starsze osoby mogą wybrać się w góry.



Warto zaopatrzyć się w jedzenie i picie na cały dzień.