piątek, 8 maja 2015

barcelona, hiszpania, część pierwsza

Dla mnie to raj na ziemi. Razem ze swoją przestępczością, masami turystów i dziwnym językiem. Dzisiaj będzie o oczywistościach.


Powyższe zdjęcie to widok z Tibidabo, wzgórza rzadko, a przynajmniej rzadziej odwiedzanego przez turystów (co nie znaczy, że ich tam nie ma), a dużo bardziej klimatycznego niż słynny Montjuic. Tibidabo góruje nad Barceloną i widać je z niemal każdego miejsca. To ogromne wzgórze zwieńczone jest kościołem i ... parkiem rozrywki, gdzie można przejechać się na diabelskim młynie, wejść do domu strachów. atrakcji nie ma dużo, ale widoki są piękne. Popularność tego miejsca wzrosła po sukcesie książki "Cień Wiatru", w której główny bohater porusza się po Tibidabo, opisując każde miejsce bardzo dokładnie. Na wzgórze można się najłatwiej dostać z Placu Katalonii, gdzie kolejką zajedziemy pod wzgórze, następnie przesiadamy się na autobus, bądź niebieski tramwaj, które zawiezie nas jeszcze ciut wyżej, a potem specjalną kolejką, której koszt nie przekracza 10 euro (w obie strony) dostaniemy się na sam szczyt. Dużo przesiadek, ale widok wynagrodzi wszystko. Z góry zaobserwujemy jak bardzo ktoś się wysilił podczas planowania miasta, jak równo rozłożone są ulice. Na szczyt można również przejść się pieszo. 



Jest to wyprawa jednodniowa, więc jeśli ktoś nie ma czasu, to namiastką będzie wspięcie się na wspomniany Montjuic, który ma więcej atrakcji turystycznych, a i łatwiej się dostać. Na samym szczycie znajduje się zamek. Schodząc w dół jest wioska olimpijska wraz ze swoim stadionami, basenami. Tuż obok warto zwrócić uwagę na mały pomnik, który bardzo często umyka uwadze turystom. Jest to pomnik tańca Sardana, który jest tradycyjnym tańcem katalońskim (dla ciekawskich), który, przynajmniej dla mnie, jest mało ciekawy do oglądania dłużej niż minutę, ale Katalończycy są bardzo z niego dumni. Na Montjuicu jest również park kaktusów, bardzo malowniczy, a z drugiej strony wyjdziemy na Plac Hiszpański, gdzie znajduje się jedna z najpopularniejszych atrakcji, czyli magiczne fontanny, działające w sezonie, jednak coraz rzadziej. Związane jest to z tym, że wstęp jest za darmo, a koszty ogromne. Wchodząc na Montjuic od strony Placu Hiszpańskiego wyjdziemy z drugiej strony, gdzie blisko już jest do Rambli. Znienawidzona przez jednych, bo ruch tam jest bardzo ograniczony, uwielbiana przez innych. Niektórych bardzo zdekoncentrują światła, kolory, zaczepiający nas sprzedawcy. Ja uwielbiam ten ruch, ten bałagan, a przez codzienne spacery w tamtych okolicach, opanowałam również mijanie turystów. Najlepszy spacer po Rambli to w dół. Zdradzę wskazówkę jak nigdy nie zgubić się w Barcelonie. Jak idziemy w dół, to idziemy w stronę morza, a jak w górę to w stronę Tibidabo. Jeśli mamy jakąkolwiek mapę to dotrzemy wszędzie bez problemu. Zaczynamy na Placu Katalońskim, jest to najlepszy węzeł komunikacyjny. Już na samym szczycie Rambli po prawej stronie znajduje się mała fontanna o wielkim znaczeniu, Font de Canaletes. To tam świętuje się każde zwycięstwo FCB nad odwiecznym rywalem RM. Napis głosi, że jeśli się ktoś napije z niej, to do Barcelony wróci. Ale wcześniej się rozchoruje, bo tonajgorsza woda w mieście. Schodząc troszkę w dół znów po prawej stronie znajduje się Boqueria, słynny targ, na którym można dostać produkty spożywcze. Produkty są pięknie wyeksponowane, zazwyczaj ułożone kolorystycznie, bardzo równo. Bardzo polecam spróbowanie soków, egzotycznych, kolorowych, o szalonych połączeniach, na przykład kokos mięta. Są pyszne i orzeźwiające. 


Rambla nigdy nie śpi. Spacerując po niej warto mieć oczy otwarte i na kieszonkowców i na różne formy artystyczne. Mniej więcej w połowie Rambli jest teatr Liceu, warto przyjrzeć się budynkom na tym poziomie, które czasami przybierają różne formy. Na Rambli zawsze było pełno artystów, malarzy, performerów, o czym tylko dusza zamarzy. Niestety, parę lat temu zmienił się przepis, i znajdziemy ich już tylko w dole Rambli. 


Samą Ramblę wieńczy pomnik Krzysztofa Kolumba, na który za drobną opłatą można się wspiąć. Drobny szegół, Krzysiu ma wskazywać swój nowo odkryty ląd, przez co wskazuje na morze, ale Śródziemne, gdy w rzeczywistości powinien wskazywać w zupełnie inna stronę. 


Gdy już tak spojrzymy na Ramblę z samego jej końca, to po lewej stronie znajduje się dzielnica Raval, obecnie dosyć zróżnicowana, chyba ulubiona dzielnica imigrantów. Jest to zdecydowanie moja ulubiona dzielnica. Ale o niej będzie w części numer dwa. Po prawej stronie Rambli, to Ciutat Vella czyli Stare Miasto. Pełno tu zaułków, ukrytych przejść, ruin i przedziwnych skrótów. Tam na pewno trzeba zajrzeć na Plaza Real ze swoją, nieco śmierdzącą, fontanną w samym centrum. Proponuje wspiąć się uliczką w górę i zgubić się.