niedziela, 24 maja 2015

sintra, cascais, portugalia

Zwiedziliśmy Lizbonę, a zostało nam jeszcze parę dni i troszkę się nudzimy? To zwiedzamy okolice! Lizbona ma bardzo dobre połączenia komunikacyjne do Cascais oraz do Sintry. Znajdują się one nawet nie godzinę drogi od stolicy, a bilety nas nie zrujnują. 
Cascais i Sintra to dwa miejsca całkowicie odmienne, więc tylko od was zależy, które wybierzecie (a może oba?), bo zależy czy wolicie góry i bajkowe zamki czy raczej wygrzać się nad oceanem, zwiedzając przy okazji małe miasteczko portowe. Mnie udało się zwiedzić oba. 
I niestety, oba mnie zawiodły. Cascais miało być krótkim wypoczynkiem, a pojechałam tam, ze względu na to, że nigdy jeszcze nie byłam nad oceanem. I nie przewidziałam, że słońce nie świeci tam 365 dni na rok i cóż, zmokłam. Miasteczko jest urocze, gdzieś tam w tych wąskich uliczkach ukryty jest sklep z czekoladą, a bardziej jej muzeum, gdzie kupić można na przykład myszkę do komputera z białej czekolady, lub ołówek z mlecznej. Można przejść się brzegiem, poczuć piasek pod stopami. Albo zmoknąć, zmarznąć i złamać parasol. Kto, co woli. 


Sintra za to jest nastawiona bardzo na turystów. Promotor restauracji już z daleko uśmiecha się i krzyczy "cześć" z portugalskim akcentem, ale po polsku. I mówi, że potrafi porozumieć się w prawie każdym języku, ale tylko tak, żeby zachęcić do zjedzenia w restauracji, dla której pracuje. Dobra i taka motywacja do nauki języków. Już przy stacji kolejowej za opłatą 5 euro wsiadamy w autobus, który zawiezie nas pod każdy zamek. I dobrze zrobiłyśmy, bo spacer zajął by dwie godziny do jednego zamku, a jest ich bodajże cztery. Każdy z nich inny. Z jakiegoś względu autobus nie zatrzymał się pod jednym i pojechał dalej. Widoki bardzo ładne. Trasy są proste, więc spacerek dość lekki. Za zwiedzanie każdego zamku, niestety, musimy dodatkowo zapłacić. Sintra, jak dla mnie, jest dużo bardziej klimatyczna, znowu wąskie uliczki, ale zwiedzane szczególnie rano, wydają się jak nie z tego świata, za mgłą, żadnych ludzi. Gdy wróciłam autobusem do centrum po zwiedzeniu zamków (nooo dobra, wewnątrz nie byłam) klimat się ulotnił, a mgłę zastąpiła powódź... turystów.