wtorek, 19 maja 2015

lisboa, portugalia

Loty do Portugalii z Polski są raczej drogie i nie jest to tak popularna destynacja jak na przykład Hiszpania czy Włochy. Dlatego będąc w Caceres, godzinę drogi od granicy z Portugalią, pierwszą rzeczą jaką sprawdziłam było jak dostać się do Lizbony, która owiana tajemniczością, bardzo mnie kusiła. I znalazł się pociąg z Madrytu do Lizbony zatrzymujący się na stacji Caceres, i to za stosunkowo niewielkie pieniądze. Szczęśliwa, zostało tylko zabukować hostel. Nie znając jeszcze mapy Lizbony, zabukowałam trochę na czuja w dzielnicy Belem. Brzmi znajomo? To właśnie stamtąd pochodzą słynne na cały świat ciasteczka. Dzielnica troszkę oddalona od centrum, ale bardzo urokliwa i pełna obiektów turystycznych. 

Wieża Belem

Pierwszą logiczną rzeczą po przyjeździe było, oczywiście, spróbowanie ciasteczek. Smaczne, ale dużo szumu, a aż tak mnie nie zachwyciły. Kolejka, żeby je dostać ogromna. Ale za to cena przyzwoita. I cudowny zapach cynamonu w powietrzu. Tuż obok piekarni, stoi ogromna katedra rodem z filmu o Harrym Potterze, którą można zwiedzić od środka, a po przeciwnej stronie Wieża Belem. No nic, to już tramwajem zostało nam pojechać do centrum. Ważne, żeby pamiętać, że biletu nie kupimy niestety w tramwaju, lecz potrzebujemy specjalnej karty, którą można kupić w metrze. Można pytać przechodniów, jeśli zrozumieją pytanie, to bardzo chętnie pomogą. Z wizyty w Portugalii najbardziej zapamiętałam właśnie to, że Portugalczycy są bardzo mili i pomocni. 


Ta brama to wejście na bodaj najbardziej znaną ulicę Augusta, która turystycznie kwitnie, czyli bary, kawiarnie, sklepiki, itp. Co najbardziej kojarzy się z Lizboną? Tramwaje! Ale nie takie zwykłe, tylko takie, które z trudem powoli pną się naprzód po stromych ulicach. Choć może nie powinnam używać liczby mnogiej, bo taki tramwaj widziałam tylko jeden. Za tramwaj musimy symbolicznie zapłacić, jazda trwa bardzo krótko, a widok z obu stron jest głównie na piękne murale. Jeśli chcemy zobaczyć Lizbonę z góry, to warto przejść się pod windę świętej Justy (Justyny?), gdzie również za opłatą 5 euro wiedziemy na szczyt. Winda jest dziwnie usytuowana między budynkami i łatwo ją przeoczyć. Widoki za to są przepiękne (tu na kolumnę Piotra IV i zamek św. Jerzego).



Lizbona, mimo, że jest stolicą, nie uderzy nas bardzo po kieszeni. Wspomnienie o drogich biletach lotniczych zostanie zamazane, gdy z kieliszkiem wina wsłuchani w muzykę Fado będziemy zajadać się ciasteczkami z Belem.