poniedziałek, 18 stycznia 2016

poznań, polska

Nadszedł czas na Polskę. Rodzice zawsze wpajali mi, że najpierw muszę zwiedzić swój kraj ojczysty zanim ruszę gdzieś dalej. Co prawda na wakacje jeździliśmy zawsze w jedno miejsce, więc raczej dużo nie zwiedzałam, ale teraz staram się to nadrabiać i jeździć. Zwłaszcza, że póki co bilety mam za połowę ceny :-) 

Jeszcze jedna zmiana, jako postanowienie noworoczne uznałam, że czas na usystematyzowanie częstotliwości wpisów i kolejnych notek spodziewajcie się zawsze w poniedziałki.  

Mieszkam w pięknym mieście, Katowice (to nie jest ironia i udowodnię to w przyszłości), często spoglądam na mapę i kombinuję gdzie by tu wyskoczyć na jednodniówkę. W zeszłym roku mój wzrok powędrował do Poznania. Pociąg o piątej rano, podróż również zajęła pięć godzin. Oczywiście wszystko jak najmniejszym kosztem, więc z dworca idziemy pieszo na stare miasto. Ostatnio na wszystkich starych miastach otwiera się hipsterskie sklepiki, gdzie produktów są dwie półki, a ceny przerastają wysoko ponad treść, albo zdrowe fast-foody z hamburgerami, które kosztują tyle, ile mój bilet do Poznania w obie strony. A za ladą zawsze chłopak z brodą i w czapce. Rozumiem, pozytywnie zakręceni. I nie mam nic przeciwko, cieszę się, że to powstaje, ale czemu na jedno kopyto. Jedna uliczka - trzy zdrowe wołowe hamburgery, dwa okienka ze smoothie i cztery zapiekanki (które ostatnio zwą się zapiexy), nawet McDonaldów nie ma tyle. Zanim otworzycie własny biznes, może przejdziecie się po mieście i przemyślicie dwa razy lokalizację. Nie dość, że to nie potrzebne, biznes ma mniejsze szanse przebicia (no nie daj Boże jesteście trzeci, a nie pierwsi), to brak oryginalności zabija miasto. Jakiekolwiek. I nie mówię, że to tylko w Poznaniu, tak się dzieje obecnie we wszystkich większych miastach. Dobra, hamburger zjedzony, może być, idziemy dalej. A właściwie pędzimy, bo o równo w południe przecież słynne koziołki się stukają. 


W życiu się tak nie uśmiałam. Cały tłum turystów, głównie niemieckich, czeka i wlepia swe ślepia w wieżę, na której dwa niby zwinne kozły stukają się rogami. Robią to raz i tak wolno, że sprawiają wrażenie wręcz leniwych. Każde miasto ma swoją dumę. Oprócz tego wspaniałego wydarzenia, stare miasto jest piękne. Kolorowe kamienice wyglądają jak domek dla lalek. Zrobiły na mnie na pewno większe wrażenie niż opasłe kozły. 


Moje ulubione jednak miejsce to pomnik Bamberki. upamiętniający Bambrów, osadników z okolic Bambergu, którzy przyczynili się do rozwoju miasta i okolic. Bamberka stoi nad studnią, w pięknym, tradycyjnym stroju.


Poznań podoba mi się. Jest to jedno z miast, w którym dużo się dzieje, a władze robią wszystko, żeby wyciągnąć ludzi z domu, żeby spędzili trochę czasu na powietrzu. Wszędzie pełno ławek, a okolice Warty zachęcają do spacerów. Warto jednak pamiętać, że nad Wartą pić alkoholu nie można, ale za to można popytać miejscowych, bo są miejsca, w których bezkarnie, a przynajmniej bez mandatu można raczyć się zimnym piwkiem w letnie dni. 


Poznań - miasto doznań. Taki slogan reklamuje miasto. Dla mnie najważniejsze były doznania językowe. Gdy w końcu znalazłyśmy z przyjaciółką-również-lingwistką miejsce, by w spokoju napić się piwa, rozmawiałyśmy z miejscowym. I co rusz, musiałyśmy pytać, o czym on właściwie mówi, bo parę słówek brzmiało dziwnie. No to zajadać się pyrami!