poniedziałek, 22 lutego 2016

warszawa, polska

Lubię Warszawę. Od czasu do czasu. I na jakieś dziesięć godzin, potem mnie męczy. Dobrze jest zwiedzić. Dobrze wyjść na imprezę (i stracić wszystkie swoje oszczędności, bo niespodzianką nie będzie, jeśli powiem, że drogo). Ale, dla mnie, niedobrze byłoby tam mieszkać. Warszawa, nieważne jak modna stara się być, moim zdaniem jest podróbą nowoczesnych europejskich miast, która nie potrafi poradzić sobie ze swoją przeszłością. 
Jednak to punkt obowiązkowy wszystkich zagranicznych turystów. W dodatku mieszka tam jeden z moich przyjaciół, to zawsze miło go odwiedzić. Do rzeczy. Jest jedno miejsce na mapie Warszawy, które lubię od czasu obowiązkowej wycieczki w liceum i gdzie zawsze przyjezdnych znajomych prowadzę. Jest to Muzeum Powstania Warszawskiego. Jak szczerze nienawidzę muzeów, tak to jedno jest w stanie utrzymać moją ciekawość do samego końca zwiedzania. Do dzisiaj trzymam wszystkie kartki z kalendarza, które można zbierać, a na których wyczytamy o najważniejszych zdarzeniach tego dnia. Bardzo edukacyjne i mogę polecić wszystkim. Jeśli nie, to może przynajmniej spacer po starówce?


Jest jeden symbol Warszawy, który przychodzi wszystkim na myśl. Nie, nie jest to stadion narodowy. To Pałac Kultury. Najbrzydszy budynek świata, domniemany prezent Stalina dla Polski i pamiątka po pięknych czasach Polski Ludowej. Dobry punkt odniesienia dla turystów. Można wjechać i porobić zdjęcia panoramy. Podobno od czasu do czasu dzieje się tam coś fajnego. Ciągle uważam, że powinno się zrównać ten budynek z ziemią i posadzić las na jego miejsce.


Za to spacer po starówce i w Łazienkach uważam za absolutną konieczność! 



W tym wypadku będzie więcej zdjęć niż tekstu. Nie mam pojęcia, gdzie zjeść tanio w Warszawie, oprócz jednego wietnamskiego baru niedaleko SGH, gdzie pewnie stołują się wszyscy studenci, bo jest tanio, smacznie, a porcje są ogromne. Nie wiem, gdzie się chodzi na imprezy, bo oprócz koncertu mojego ulubionego zespołu, nie byłam nigdy na żadnej. Lubię Warszawę, bo lubię Słoików, którzy tam mieszkają, którzy na ustach prawdziwych Warszawiaków wywołują kwaśny uśmiech. Ale stokroć bardziej wolę zwiedzać swoje miasto, mimo że nie tak ważne, mimo że często nie jest wspomniane nawet na mapie pogodowej Polski.