poniedziałek, 22 sierpnia 2016

złe ziemie i pałac z kukurydzy, roadtrip, dzień drugi, stany zjednoczone

Celem głównym naszej wycieczki jest góra Rushmore, w której zostały wykute cztery podobizny amerykańskich prezydentów. Dla mnie jest to szczególnie ważne, gdyż cztery lata próbowałam się tam dostać i nic. Za każdym razem coś się działo takiego, że nie było nam po drodze. Tym razem jest to prezent urodzinowy od mojej przyjaciółki, że w końcu mnie tam weźmie. Więcej będzie o tym za tydzień, wstęp ma za zadanie zaznaczyć jedynie, że góra ta znajduje się pośrodku niczego, nic tam nie ma i co gorsza, nie ma nic po drodze. Jedyne co udało nam się znaleźć po drodze (a przejeżdżamy trzy stany!) to... Kukurydziany Pałac (Corn Palace) w Dakocie Południowej. Gdy opowiadałam znajomym ze Stanów, pukali się w głowę, że gdzie i po co ja jadę. Ja jednak uwielbiam oglądać właśnie takie dziwne rzeczy. Postanowione więc, drugiego dnia zwiedzamy pałac z kukurydzy.


Dziwne miejsce. Cała mieścina jest dosyć dziwna. Mijamy opuszczone sklepy, które dziwnymi sloganami próbują zwabić do środka. Drewniane figurki kowbojów i Indian "zdobią" naszą drogę do pałacu.




Pałac okazuje się dosyć fajnym miejscem. Jak najbardziej można wejść do środka, jest dosyć interaktywny, a dodatkowo dowiadujemy się więcej rzeczy o tym dziwnym miejscu:

  • pałac zmienia cały swój wystrój co roku, zgodnie z wybranym tematem
  • do wystroju używa się około 600,000 kukurydz 
  • 9 rodzajów kukurydzy (o różnych kolorach) używa się do wystroju
  • dodatkowo wystrój wypełnia się 3,000 ziarnami i trawami, w tym ryżem
  • tona gwoździ i drutu jest użyta, żeby przytwierdzić kukurydzę
  • każdego roku pochłania to około 100,000 dolarów





Wewnątrz znajduje się sklepik z różnymi głupotami. Ludzie są przemili, a ja mam wrażenie, że zwiedzam coś, co niekoniecznie jest najciekawsze, ale zostawia to we mnie pozytywne wrażenie. A teraz komu w drogę, temu czas, bo dzisiaj udaje nam się dojechać do jeszcze jednej atrakcji.



Park Narodowe Stanów Zjednoczonych to miejsca wyjątkowe. To był główny cel naszej wycieczki tego roku. Udaje nam się dojechać do pierwszego parku - Badlands (dokładnie - "złe ziemie", tak nazwali to miejsce nic nie wiedzący Francuzi, bo Indianie mieszkali tu i mieli się świetnie), nazwa ma sens, bo skały sprawiają wrażenie niemożliwych do zamieszkania. Z drugiej strony są piękne i fotogeniczne, wyglądają jak księżyc. 








Park narodowy jest dosyć mały, ale piękny. Po drodze natykamy się na parę upartych zwierząt, (w innych parkach zatrzymują ruch i tworzą korki, o czym za parę tygodni) - sępy, zające i kozice górskie, które chodzą spokojnie po drogach, mają gdzieś ludzi, ale nie wybiegają jak głupie przed koła. 


Zając najwyraźniej nie przejmuje się ostrzeżeniem.




Zaraz po wyjeździe z Badlands trafiamy do małej mieściny Wall. Mało ważna, gdyby nie to, że znaki kierujące nas tam napotykamy już dwa stany wcześniej. Co chwilę wyskakuje znak "Kawa za 5 centów, tylko w Wall Drug Store" lub tym podobne. Zaciekawione kierujemy się tam. Okazuje się, że jest to sklep założony około 1940 (trochę wcześniej, dokładna data wypadła mi z głowy), który właśnie dzięki tym znakom na drodze przetrwał depresję i czasy wojny i biedy. Jest to sklep ze wszystkim. Dosłownie. Kupimy tu szklane rękodzieło, kowbojskie kapelusze i kowbojski (dział kowbojski jest przeogromny!), pamiątki, zjemy hamburgera z bizona czy właśnie napijemy się kawy za 5 centów. Nam udało się niestety zwiedzić tylko część sklepu, gdyż przyjechałyśmy późno, i już był zamykany. A w Stanach jak jest napisane, że zamyka się o 6 po południu, to równo o 6 będzie sklep zamknięty, a klienci wyproszeni (tak, zostałam już wykopana ze sklepu parę razy). Tym razem zdążyłam kupić naklejkę i pocztówkę dla siebie (to jedyne rzeczy, które zbieram jakby ktoś chciał wysłać :P )





Jak zwiedzać Stany i zaoszczędzić? Do każdego parku musimy zapłacić wstęp. I często jest to wstęp sięgający sum $30 za wjazd na auto. Jeśli jest Was piątka w aucie - to mały wydatek (a zazwyczaj nie ma, bo brak miejsca potem na bagaże). My natomiast na początku jechałyśmy we dwie, a potem dołączyła do nas trzecia podróżniczka. Wszystkie wstępy do parków wyniosłyby nas fortunę, więc na wjeździe do pierwszego parku, Badlands, kupiłyśmy kartę "America the Beautiful", która kosztuje $80 za auto i jest imienna (na dwie osoby). Dzięki temu zaoszczędziłyśmy przynajmniej kolejne $80 (obejmuje ona parki narodowe, czasem stanowe, natomiast nie obejmuje rezerwatów!).