poniedziałek, 12 września 2016

odkopujemy dinozaury, roadtrip, dzień piąty, stany zjednoczone

Pierwszy raz od Chicago, jesteśmy w większym mieście, nie licząc krótkiego postoju w Denver, gdzie odbierałyśmy koleżankę. Tym razem z chęcią zwiedzamy miasto - Salt Lake City. Jest to jedno z miast, gdzie zawsze jest pod górkę, wszędzie są góry, za to są piękne. Miasto jest otoczone górami zewsząd.



SLC to miasto mormońskie. Są dosłownie wszędzie, a ich główna katedra to dzieło architektoniczne. Stoi w samym centrum miasta i najlepiej przyjechać w niedzielę, gdzie całe tłumy w białych koszulach idzie do kościoła. Wstęp na terytorium kościoła jest wzbroniony, a przynajmniej nie witają chętnie obcych, a szkoda, bo chętnie przeszłybyśmy się po ogrodach w budynku. Z zewnątrz można podziwiać fontannę z najwyższego punktu świątyni. 



Nieopodal stoi za to kościół katolicki, któremu również nic nie brakuje. No może fontanny. 


Dawno nie widziałam tak czystego miasta. Nie wiem czy mormoni mają coś z tym wspólnego, ale jeśli tak, to zapraszam do Katowic. Nigdzie nie ma śmieci. Jest zielono i wręcz radośnie. Tak jak powinno być.





W informacji moja przyjaciółka dowiaduje się, że gdzieś nieopodal są szczątki dinozaurów (Dinosaur National Monument). No tego jeszcze brakowało, bo to chyba największa fanatyczka dinozaurów jaką znam. No i nie było odwrotu, musiałyśmy wsiąść do auta i zboczyć z trasy o dwie godziny, oglądać szkielety. Zdążyłyśmy tam w ostatnim momencie i załapałyśmy się na ostatnie wejście. Hurra. Wjazd kosztował $20, ale można było wejść na naszą cudowną kartę. I tak sobie chodziłyśmy oglądając kości w skale.