poniedziałek, 6 lutego 2017

ten nikczemny homar, hiszpania

W tym tygodniu czas na spacer po mojej dzielnicy. Jedna z najstarszych, założona przez włoskich rybaków, którzy przybyli tutaj z włoskiej Ostii. Wąskie kamienice i uliczki są znakiem rozpoznawczym Barcelonety. Dzielnica nad morzem, podobno z jedną z najgorszych, bo najbardziej zatłoczonych i najbrudniejszych plaż, Ja nie narzekam, bo z domu mam dwie minuty na piechotę, żeby zanurzyć się w morskiej wodzie i cieszyć się słońcem. A to, że jest tu również morze turystów, a co za tym idzie to fala imigrantów, którzy za wszelką cenę chcą nam wcisnąć mojito, parea, piwa, bransoletki czy tatuaże z henny. Polecam jednak tanie masaże wykonywane przez panie z Tajlandii. Jeśli nie jesteście zainteresowani takimi rzeczami, to jeden z najpiękniejszych widoków to zniżające się do lądowania samoloty na tle hotelu W w kształcie żagla.


Tuż koło plaży znajdziemy ciekawą rzeźbę, której znaczenia nigdy się nie spodziewałam. Dowiedziałam się, że kostki poukładane w krzywą wieżę tak naprawdę oznaczają zranioną gwiazdę, która spadła z nieba, Szokujące, prawda?


Barceloneta ma parę miejsc, które dziwią mnie za każdym razem gdy je widzę. Pierwszy to budynek, który ma kształty różnych rzeczy zatopionych w jednej ze ścian. Tak po prostu. Parasol, klapek, rozgwiazda. Bo czemu nie?



Następne to dwie rzeźby, które są bardzo blisko siebie. Tam gdzie zaczyna się Barceloneta, wita nas ogromny ... homar. Jest on przerażający i wygląda nikczemnie. Najgorszy jest jednak jego dziwny i nieszczery uśmiech. Jest to rzeźba, która wcześniej stała przed restauracją Gambrinus. Gdy restauracja się zamknęła, homar został wykupiony przez urząd miasta i umieszczony właśnie tam. I jest okropny.


Tuż obok stoi kolejna okropna rzeźba, znienawidzona przeze mnie, bo sprawia, że kolory skaczą przed oczami. Przypuszczalnie jest to twarz, ale do końca nie mogę tego potwierdzić. 


Jeśli nudzi Wam się, w co wątpię, bo w Barcelonie jest zawsze co robić, można zajrzeć do Akwarium, gdzie przetrzymywane są przeróżne stworzenia morskie. Przetrzymywane, bo wszystkie wyglądają tak smutno i przytłaczająco, że nie będzie to miła wycieczka dla wszystkich, którzy lubią zwierzęta. Jest jeszcze opcja, żeby zajrzeć do wielkiego Pałacu Morza, gdzie znajduje się Muzeum Historii Katalonii. Duża kolekcja i ogrom wiedzy, którą można zdobyć. Nie przepadam za muzeami, ale to mnie naprawdę zaciekawiło.


Jeśli pójdziemy dalej portem, dojdziemy do Kolumba, który ostatnio przysparza dużo kontrowersji. Jako, że Katalończycy to naród dumny i skłonny do przesady, twierdzą, że Kolumb był właśnie Katalończykiem. Jakom że ostatnio w badaniach wyszło, że jednak jest to nieprawda, to co poniektórzy chcą go zdjąć z jego zacnej kolumny. Osobiście uważam, że jest to nie do pomyślenia. I mimo, że wskazuje on Maroko, a nie Amerykę to jest on uroczy i jest symbolem tego miasta. Ciekawe kogo chcieliby postawić na jego miejsce.