poniedziałek, 20 lutego 2017

trawka w Barcelonie, hiszpania

 Mało osób wie o tym, że marihuana w Hiszpanii jest legalna. Ma to jednak ograniczenia. Nie jest tak jak w Holandii czy Czechach, że można wejść do sklepu i kupić. Zioło jest legalne, ale tylko do celów leczniczych. Na własny użytek, można również hodować w domu, bo... nie ma tutaj rozróżnienia między marihuaną leczniczą, a zwykłą, nazwijmy ją rozrywkową.

Gdy zmierzamy ulicami Barcelony na zapach możemy się natknąć wszędzie. Nie do końca jest legalne to, żeby palić trawkę na zewnątrz. Mimo to, dużo osób decyduje się na jointa z przyjaciółmi. Co więcej, policja ma prawo kazać go zgasić, podobno ktoś kiedyś dostał nawet mandat, ale są to bardziej legendy miejskie, gdyż stróże prawa bardzo przymykają oko.
Dla zwolenników trawki polecam muzeum konopi i marihuany (Hemp & Marijuana Museum Barcelona). Parę dni temu poszłam i nie zawiodłam się. Muzeum mieści się na ulicy Ample, bardzo łatwo tam trafić z Rambli. Dawniej była to prywatna posesja, pałac Mornau, przerobiona pięć lat temu w pałac marihuany. Budynek jest piękny, dużo pozostałości po dawnych mieszkańcach. Co przykuło moją uwagę to tłoczenia charakterystycznego liścia w szybach. 



Wjazd kosztuje 9 euro, małą zniżkę dostaniecie jeśli kupicie bilet przez internet. Na wstępie dostajemy  czytnik i chodząc od jednej ekspozycji do drugiej przykładamy go w wyznaczonych miejscach. Wszystkie nagrania to ponad dwie godziny, ja troszkę skróciłam, zwiedzenie (razem z zakupami w sklepiku pamiątkowym) zajęło mi godzinę. Przyszłam dosyć późno, bo około dziewiątej wieczorem (zamykane jest o dziesiątej) i zwiedzałam sama. Mnie to akurat odpowiadało, bo mogłam robić tyle zdjęć ile chciałam. Ekspozycja jest podzielona na parę części. Pierwsza to historia i użytek w dawnych czasach, znajdziemy tu ogromną kolekcję fajek, które robią wrażenie swoimi misternymi zdobieniami. Potem mamy użytek konopi, na przykład do przygotowania lin i sznurów. Jest również ciekawostka, która zaskoczyła mnie, bo nigdy nie zauważyłam, że na kolumnie z Krzysztofem Kolumbem w Barcelonie znajdują się charakterystyczne liście. A związane to jest bardziej właśnie z tradycją żeglarską. 





Duża część poświęcona jest leczniczemu działaniu marihuany. Jak dla mnie była to najbardziej edukacyjna część wystawy. Upada wiele mitów, a dowody są niezbite. Co prawda, udowadnianie, że Jezus palił trawkę i że w Biblii jest dużo odniesień do zioła jest nieco dla mnie przesadzone, ale można się dużo nauczyć i być może zmienić zdanie.



Następnie przechodzimy do ostatniej części - marihuana w kulturze. Tu wzmianki o kinie, muzyce, słynnych postaciach. Tych za i tych przeciw. Tutaj, dużo jest poświęcone właśnie negatywnemu wizerunkowi jaki przedstawia palenie zioła. Moim ulubionych plakatem, który wisi na jednej ze ścian jest przedstawiający parę. Mężczyzna oferuje jointa dziewczynie, a nad nim wisi pytanie: "Czy dżentelmen powinien oferować damie jointa?".



Na zakończenie mamy budkę fotograficzną, gdzie za darmo możemy cyknąć sobie zdjęcie... na polu marihuany. Mimo, że byłam sama to świetnie się bawiłam, czego rezultatem są te zdjęcia (nie wiem czemu mam na nich tak głupi wyraz twarzy):



Gdy zejdziemy już na parter (ekspozycja jest na pierwszym piętrze) mamy maleńki sklepik z pamiątkami. Zakupić tu możemy czekoladę, herbatę, kremy do rąk, książki czy ziarenka pod własną uprawę. Jako ogromny fan herbaty, od razu zakupiłam jedną o nazwie detoks. Jest to herbata zielona z owocami. Pachnie pięknie, w smaku taka sobie. Niesamowita na kaca, którego nabawiłam się po wyjściu z muzeum w jednym z moich ulubionych barów - Bollocks (tłum. bzdury).