poniedziałek, 20 marca 2017

zapach czekolady, hiszpania

Pora na ostatnie, ciekawsze muzeum Barcelony. Te, tym razem, wyczujecie już z daleka. Znajduje się na ulicy Comerc i znaleźć je można po zapachu czekolady. Wejście kosztuje 6 euro, ale muzeum jest maleńkie. Co jakiś czas organizowane są tu warsztaty, kosztowanie czekolady, kursy i pokazy. Jest to płatne dodatkowo i trzeba wcześniej zarezerwować sobie miejsce. Wchodzimy prosto na kasę i małą kafejkę. Płatność kartą jest możliwa, ale tylko przy minimum 10 euro. Akurat nigdy nie noszę ze sobą gotówki, więc nie jest mi to na rękę. Wyszłam, na szczęście mój bank jest prawie na każdym rogu, i po pięciu minutach wróciłam. I trafiłam akurat na wycieczkę seniorów i wycieczkę francuskiej podstawówki. Uzbroiłam się w cierpliwość, bo kolejka przesuwała się w żółwim tempie, bo pani na kasie i obsługująca kafejkę była tylko jedna. 



Biletem jest tabliczka czekolady. Niezbyt duża, ma z tyłu kod, który po zeskanowaniu wpuszcza nas do środka. Cudowne rozwiązanie, zwłaszcza, że byłam głodna po pracy. Muzeum jest podzielone na 9 stref. Dziewiąta jest zamknięta dla zwiedzających, odbywają się tam warsztaty. Ale od początku.



Sala 1 to kafejka, druga to pochodzenie czekolady. Nie wiem czy wiecie, ale czekolada pochodzi od Majów. Był to bardziej napój z ziaren kakaowca, połączony z wodą, obrzydliwie gorzki. A jako, że Europejczycy nie przepadają za gorzkimi smakami, dodali wynalazkowi słodkości (nie mówię, że od razu, kto mniej więcej zna historię, poukłada to sobie chronologicznie). Ziarna były tak cenne, że służyły za środek płatniczy. Niewolnik kosztował 100 takich ziarenek, usługa u prostytutki już tylko 10.



Sala trzecia i czwarta jest poświęcona wizerunkowi czekolady w sztuce i w kulturze. Niestety, tutaj większość jest po katalońsku, co jest nieziemsko frustrujące, bo o tłumaczenie już nie zadbano. Inną ciekawostką jest to, że obdarowywanie się czekoladkami należało do uprzejmości, a kobiety się nimi zajadały o każdej porze dnia (do tej pory tak zostało). Picie czekolady natomiast było rozrywką szlachty i arystokracji - rytuał przyrządzenia oraz cena ziarna nie był na kieszenie zwykłego obywatela.


W sali piątej zobaczymy rzeźby mistrzów czekolady. Robią wrażenie. Są tu całe sceny z filmów, książek, postacie, budynki. I wszystko z czekolady. Przy okazji (to już w sali ósmej, która ma wystawę tymczasową) znajdziemy tam również postacie z Gwiezdnych Wojen. Mmmm, taki czekoladowy Yoda...




Strefa szósta to audiowizualne opowieści, dla tych którzy nie przepadają za czytaniem. To o czym było wcześniej napisane, teraz możemy posłuchać i to aż w czterech językach. Na końcu sala siódma, pełna maszynerii. 



Wychodzimy również prosto na kafejkę, gdzie ceny czekolady są jak za epoki Majów, ale sam smak czekolady i to jak rozpływa się w ustach jest wystarczające na wytarcie łez po opustoszeniu portfela.