poniedziałek, 1 maja 2017

rupit, hiszpania

Mam małą słabość do katalońskich miasteczek, a Rupit jest zdecydowanie najbardziej urokliwym z nich. Na północ od Barcelony i znacznie wyżej, więc klimat jest nieco chłodniejszy. Nie mam bladego pojęcia jak się tam dostać, bo żadnych przystanków autobusowych nie widziałam. Ale zawsze można wynająć auto na weekend i zwiedzić co najlepsze. Ja akurat mam szczęście, że znajomy ma duże auto i organizuje takie spotkania, żeby pochodzić po górach, to skorzystałam.



Plan był prosty - pochodzić, napić się piwa. odpocząć przed kolejnym tygodniem pracy. Zrobiliśmy 9 kilometrów i mogliśmy nacieszyć oczy naprawdę pięknymi widokami. Miasteczko jest maleńkie, mieszka tam nie więcej niż 270 osób, ale jest tak uroczo, że nawet w chłodną niedzielę spotkaliśmy pełno turystów. Hiszpańskich turystów. Inni się tu raczej nie zapuszczają. 




Rupit jest wyjątkowe również, dlatego, że wszystko jest w kamieniu. Pierwsze wzmianki o kościele w miasteczku pojawiają się już w 968 roku. Krajobraz jest nieco surowy i tajemniczy. O poranku mgła przysłaniała niższe części miasteczka, przez co jest to miejsce na romantyczne eskapady. Obowiązkiem jest przejście przez most, który z każdym krokiem trzęsie się, a nad wejściem stoi napis "Do dziesięciu osób". A pod nami piękna rzeka i maleńkie wodospady.





Najlepszym punktem programu był jednak wodospad. Ogromny, który można podziwiać ze specjalnego balkonu. Można też przybliżyć się, ale mnie zabrakło odwagi, żeby podejść na krawędź skały i spojrzeć w dół. 90 metrów w dół.