wtorek, 17 marca 2015

salamanca, hiszpania

Salamanka to cudowne miejsce dla studentów i erasmusowców. Atmosfera całkowicie wyluzowana, a wiadomo, że najlepiej imprezuje się wśród dobrze zachowanych historycznych budynków, w których obecnie mieści się głownie uniwersytet. Na głównym placu (Plaza Mayor, w chyba każdym mieście jest jakaś plaza mayor) znajdziemy kilkadziesiąt małych kawiarni, piwiarni, barów, pubów, restauracji. Nad wszystkim czuwa czujne oko kościoła, bo z którego miejsca nie spojrzymy, na pewno zobaczymy ogromną katedrę, która wystaje ponad resztę budynków. Piękna z zewnątrz, i bogata wewnątrz. 


Spacerkiem najlepiej przejść z katedry do Domu Muszli, czyli Casa de las Conchas, gdzie na całym budynku wyrzeźbione są właśnie muszle (są nawet 3D, więc wrażenie jest niezłe). Większość budynków na starym mieście ma większe lub mniejsze rzeźbienia. Jednym z takich rzeźbień jest żaba na jednej z uniwersyteckich fasad. I właśnie przez tą żabę, w każdym sklepie z pamiątkami można kupić żabę w każdym kolorze, rozmiarze, stroju piłkarskim (ja mam żabę Xaviego z FC Barcelony) czy pozycji. 
Do Salamanki można dojechać autobusem lub pociągiem z Madrytu. W obu przypadkach jest to wydatek około 20 euro, ale pociąg jest odrobinę tańszy, a o wiele wygodniejszy. Ja zatrzymałam się w hostelu Alda Centro, który mogę polecić, bo jest w miarę tani, a znają się na rzeczy. 
Na pewno warto Salamankę odwiedzić, ale przyznam szczerze, że pamiętam to miasto trochę przez mgłę, pomimo wspaniałych widoków na rzekę z ogrodu uniwersyteckiego i studenckiej atmosfery. Bo mimo tego wszystkiego, wydała mi się trochę na pokaz.