niedziela, 2 sierpnia 2015

san francisco, stany zjednoczone

San Francisco to ból w nogach. Nie zrozumcie mnie źle, piękne miasto, ale jako, że wolę chodzić po miastach niż po nich jeździć, to po trzech dniach miałam dosyć. Zwłaszcza, że wpadłyśmy na pomysł, żeby iść pieszo z centrum do miejsca gdzie mieszkałyśmy, ale no cóż, ulica 13 wcale nie leży obok alei 17, i to co wydawało nam się spacerem pięciominutowym zamieniło się w półtora godzinną wspinaczkę to w górę, to w dół. Ale podczas takiego spaceru można odkryć różne rzeczy, a to różowy domek dla Barbie naturalnych rozmiarów, a to kanapę na środku ulicy, (która bardzo się przydała), a to wiktoriańskie domki, które bynajmniej nie leżą w jednej z najsłynniejszych dzielnic San Francisco, ale na obrzeżach i są zamieszkane przez całkiem normalnych ludzi. 


Jeśli wybieracie się do San Francisco to polecam zamówić sobie dużo wcześniej wycieczkę do najsłynniejszego wiezienia na świecie, Alcatraz. Nam się nie udało, mimo, że zabrałyśmy się do tego miesiąc wcześniej (!). Na pocieszenie mogłyśmy kupić sobie strój więzienny i zrobić zdjęcie Alcatraz z daleka. 


W San Francisco jest mnóstwo mniejszości i każda ma swoją dzielnicę, lub przynajmniej ulicę. Nie do każdej może warto zajrzeć, ale na pewno trzeba przejść się ulicami Chinatown, które jest ogromne. Jasne, nie poczujemy się jak w Chinach, a wszystko robione jest raczej pod turystów. Możemy zakupić tysiące głupot. 


W dzielnicy latynoskiej są za to piękne murale. 


Jeśli macie czas (a ja miałam go w SF za dużo) urządźcie sobie spacer nie po wybrzeżu, ale raczej w głąb miasta. Ja zaczęłam od cudownego, ogromnego parku z drzewami-olbrzymami, gdzie możemy pojeździć na rolkach, deskach, rowerach, dołączyć się do tańca na wrotkach. Potem spacer pod górę, żeby na własne oczy zobaczyć Twin Peaks (jak ktoś oglądał ten dziki serial), po czym zejść w stronę dzielnicy gejowskiej, gdzie zawsze coś ciekawego może turystę spotkać. 



Do San Francisco przyjeżdża się zobaczyć właśnie te strome ulice po których śmigają żółte tramwaje, a także najbardziej poskręcaną ulicę na świecie, Lombard Street. Na pierwszym zdjęciu w oddali.



No i oczywiście Golden Gate Bridge, który jest symbolem San Francisco. Najpiękniejszy w dobrą pogodę, niezasłonięty mgłą. Można wynająć rower i przejechać, ale najlepiej przejść się, bo ludzi jest tyle, że i tak trzeba schodzić z roweru, albo trąbić i dzwonić cały czas. Spacer trwa około 25 minut.