wtorek, 5 stycznia 2016

monako, księstwo monako

Z czym właściwie kojarzy się Monako. Mojej babci z rodziną królewską, o której już nie tak często słychać, a raczej można poczytać w gazetach. Jest to drugie najmniejsze państwo na świecie, po Watykanie, które jest niezależne. Ładną mają flagę, bo jest kolorystycznie taka jak polska, ale kolory są na odwrót. Dlaczego w ogóle tam pojechałam? Ano, również przez przypadek. Jadąc na wakacje do Barcelony, już pełnoletnia, ale ciągle na utrzymaniu rodziców, znalazłam się w autokarze, który jechał przez Monako, gdzie mogliśmy spędzić cały dzień.

Mam oczywiście mgliste wspomnienia, ale jedno pamiętam. Po całej nocy spędzonej w autobusie, ze zdrętwiałymi nogami, kazali nam wysiąść, bo dalej autokar nie pojedzie. Dlaczego? A bo trwa Tour de France, i drogi zostały zamknięte. Po krętych drogach z samej góry w upale. Ale pokrzyczałam sobie na rowerzystów. To znaczy, dopingowałam ich. 


Piękny widok na okoliczne wzgórza. Śródziemnomorski klimat i powiew wiatru od morza. Pomarańcze powoli dojrzewające na drzewach. To tylko urywki moich wspomnień. Ale wracając do pytania na początku. To z czym może kojarzyć się Monako? Z jachtami! Oraz bogatymi właścicielami jachtów. Dla młodej dziewczyny był to piękny widok i podwaliny do pięknych marzeń. Kto by się nie widział na takim jachcie, gdzieś w pięknej zatoczce z kieliszkiem szampana w ręku. Ja się widziałam na pewno, ale niestety, żaden miliarder nie zwrócił na mnie uwagi. Więc nie zostało nic innego jak położyć się na plaży, swoją drogą kamienistej jak cholera, i marzyć dalej. 


Wspięliśmy się z całą grupą jeszcze raz, tym razem na zamek, żeby zobaczyć zmianę warty. Nigdy nie wiedziałam dlaczego to takie fajne i trzeba to oglądać. Ani w Monako, ani w Londynie, ani w Pradze, czy gdziekolwiek indziej. Przecież to nieziemsko nudne. No ale filmik nagrałam, bo czymś trzeba było pochwalić się w domu. Resztę czasu poświęciłam na spacer po moich ulubionych wąskich uliczkach starego miasta. To moje ulubione miejsce w każdym mieście (jeśli jest) i zdecydowanie wolę się tam zgubić niż oglądać zmianę warty. 


Na koniec dnia pozwolono nam zajrzeć do jednego kasyna. Te limuzyny, garnitury, piękne suknie ... i banda polskich jeszcze-nastolatków, zmęczonych po całym dniu. Na pewno nie robiliśmy dobrego wrażenia, więc nie dziwię się, że do kasyna nas nie wpuścili.