poniedziałek, 8 lutego 2016

malbork, polska

Jak już spędzacie urlop nad pięknym polskim morzem, a co więcej w okolicach trójmiasta, to może jednodniowa wycieczka do Malborka? Z Gdańska dojedziemy pociągiem w niecałą godzinę za dosłowne grosze, zwłaszcza jeśli ciągle mamy zniżki. Potem krótki spacer z dworca w kierunku twierdzy, którą widać już z pociągu. Nie ma jak się zgubić, mapy nie potrzebujecie. Co więcej, nie musicie się specjalnie przygotowywać na wyprawę. Tłum Was poprowadzi malowniczą drogą przez rynek, gdzie dumnie stoi pomnik Kazimiera Jagiellończyka. Od pomnika już tylko pięć minut i zza drzew wyłania się twierdza. Jak zwykle, gdy ja gdzieś zmierzam - w renowacji. 


No nie ma jak tego obejść, z każdej strony coś naprawiają, stukają i malują. W dodatku tego wyjątkowego dnia, gdy postanowiłam się tam wybrać, ha!, turniej rycerski. I cały Malbork zawalony rycerzami z Hiszpanii, Węgier czy Francji, ale jak na złość, żaden na białym koniu. 


Minusem imprezy było to, że jest płatna i to całkiem sporo za pooglądanie dwóch chłopów ścierających się kopiami. Albo ja tego nie doceniam. Oczywiście na zamek za darmo również nie wejdziemy. Dla skąpych (mnie) wystarczy całkiem długi spacer wokół twierdzy, odpoczynek na trawce i nad wodą, oraz, jakże by inaczej, zakupienie małej figurki Ulricha von Jungingena. Dla tych mniej skąpych i żądnych wiedzy, bilety na pewno nie zrujnują nikogo, zwłaszcza, że można liczyć na promocje. Dostępny jest bilet rodzinny, oraz indywidualne. Drobna wskazówka, po godzinie 17 bilet tanieje. 


Plusem za to takiej imprezy były stragany i budki z przeróżnościami. I tu niefajnie jest skąpić. Miody, alkohole, przekąski i mięsiwa. Dla dzieci można zakupić piękną zbroję rycerską (dla dzielnych rycerzy) lub strój prawdziwej księżniczki. Z czepka księżniczki zrezygnowałam w ostatniej chwili, ale kanapkę z mięsem z dzika zjeść musiałam. 


Jeśli w takich potrawach nie gustujecie, McDonald's jest tuż obok. Eh, te zdobycze cywilizacji.